post image

Pomógł rywalowi i wepchnął go na metę – czyli dowód na to, że nie zawsze wygrana jest najważniejsza

Takie historie przywracają wiarę w uczciwość. W 2012 roku podczas biegu w hiszpańskiej Burladzie doszło do niecodziennego zdarzenia. Prowadzący wyścig Kenijczyk Abel Mutai błędnie założył, że przekroczył już linię mety i zaczął zwalniać. Do mety jednak brakowało mu około 10 metrów. Na nic zdały się krzyki i znaki kibiców. Abel zaczął celebrować swoje zwycięstwo.


Hiszpan Ivan Fernandez Anaya biegł tuż za Abelem. Gdyby wykorzystał pomyłkę rywala, mógłby ukończyć bieg jako pierwszy. Ten jednak popchnął Kenijczyka w stronę mety, pokazując, gdzie naprawdę znajduje się koniec trasy. Dopiero po minięciu linii końcowe, Abel podziękował Hiszpanowi.


Czy wiesz jak prawidłowo oddychać podczas biegania? Sprawdź!


W późniejszych wywiadach Fernandez Anaya wyznał, że nie zasłużył na zwycięstwo. Uznał, że zrobił to, co do niego należało. W trakcie biegu Kenijczyk stworzył taki dystans, że Hiszpan nie byłby w stanie go dogonić, gdyby nie pomyłka. Mimo że znalazło się wielu krytyków zachowania Hiszpana, sam Ivan przyznaje, że zdobył o wiele więcej zachowując się w ten sposób, niż gdyby wygrał bieg.


Wiele słyszy się o dopingu czy oszustwach wśród biegaczy. Takie historie jak ta pozwalają uwierzyć w zasady fair play. Jak widać, nie zawsze wygrana jest najważniejsza.